MaleMEN

Anita Werner - pod osłoną nieba

Malemen Magazine/ fot. Jacek Poremba
Nie sposób oderwać od niej oczu. Samochód prowadzi tak, jak ja bym nigdy się nie poważył. Jest inteligentna, uważna i osiem centymetrów wyższa ode mnie, nawet gdy wciągnę brzuch. Kiedy zaczyna się śmiać, kawał lodu, który noszę w sercu, szybko się topi. Najgorsze jest to, że pozwala facetowi poczuć się kimś wyjątkowym. A mama radziła, żebym zalał woskiem oczy i uszy. Jak Odyseusz.

Tekst: Grzegorz Kapla, Zdjęcia: Jacek Poremba



Pośród wszystkich burzowych dni trafił nam się jeden bezwstydnie słoneczny. Zanim przyjechała do Wilanowa, zdążyłem zobaczyć, jak mama drozd karmi w trawie swoje pisklę. Było duże jak ona, ale nie umiało jeszcze podnieść z ziemi robaka, więc mama drozd wkładała mu glizdy prosto do dzioba. Przyjechała Anita i usiedliśmy w wedlowskiej pijalni czekolady.

Zobacz: Leszek Możdżer w najnowszym numerze. SESJA

– Kim jestem? – zastanawiała się długo. Bardzo długo.
– Kobietą – wybrała. A ja nic. Czekam.
– No dobrze, może dodam: dziennikarką, córką. Przyjacielem. Ale kobietą bardziej niż dziennikarką. Nie mówię do lustra: „Dzień dobry, pani redaktor”. Mam opanowaną umiejętność wyłączania trybu zawodowego w prywatnym życiu i nie definiuję siebie przez pracę... Chociaż... dziennikarz jest jak chirurg: kiedy dzieje się coś ważnego, rzucam wszystko i staję przy stole operacyjnym. I nie będę kryć, że lubię momenty, w których rośnie poziom adrenaliny, kiedy trzeba się zmierzyć z czymś niespodziewanym. Ale nie mieszają mi się światy. Jest w życiu miejsce na pracę i jest miejsce na prywatność.



ADRENALINA

Miała takie sytuacje: jest na wizji i nagle słyszy w słuchawce, że bojownicy wdarli się do szkoły w Biesłanie. Kto wie, ilu jest zakładników? Może 400, może tysiąc? Może teraz oni tam giną. Nie umiała ukryć poruszenia. Podobnie było, kiedy żołnierze Husajna porwali Marcina Firleja.
– Ale sytuacje nadprogramowe zdarzają się na szczęście nieczęsto – naprawdę bardziej jest kobietą niż dziennikarką. Monika Olejnik powiedziałaby „niestety nieczęsto”. Najbardziej przeżyła Smoleńsk. Tego dnia miała prowadzić „Fakty”. Brała prysznic, telewizor działał. Zobaczyła żółty pasek: „Samolot prezydencki miał problemy podczas lądowania”. Zadzwoniła do Grześka Kajdanowicza. Włożyła buty. I usłyszała, że samolot się rozbił.

– Więc miałam czas, żeby się skoncentrować. Miałam zadanie: opowiedzieć o tym, co się stało. Patrzysz na mnie z niedowierzaniem, ale ja naprawdę szybko przełączam się na tryb działania. Nie wiem, jak bym zareagowała, gdybym na żywo prowadziła program. To spotkało Jarka Kuźniara. Żeby wyhamować emocje, walczy z sobą mocno, ale krótko. Potem jest skoncentrowana i precyzyjna aż do chwili, kiedy może powiedzieć „do zobaczenia”. Światła pogasły, wstała z fotela. Nie rozkleiła się przy ludziach. Wróciła do domu, zsunęła buty, usiadła na kanapie. Cicho było. Ciemno. Tylko telefon świecił.

Otworzyła książkę telefoniczną. Wczoraj wystarczyłoby wcisnąć „połącz”...
– Wtedy mnie dopadł smutek... I pustka.
Zamrugało niebieskie światło. Wcisnęła jakiś klawisz.
– Skasować? „Tak/Nie”... – telefon niczego nie rozumiał.

Zobacz koniecznie: KOBIETY MALEMENA na Malemen.pl

Fragmenty pochodzą z najnowszego numeru magazynu Malemen, w którym znajdziecie cały artykuł. Więcej na stronach Malemen.pl. Wakacyjnego numeru szukajcie w kioskach.

Trwa ładowanie komentarzy...