MaleMEN

Marek Jackowski - wyjście światła

Malemen Magazine, fot. Szymon Szcześniak
Nikt z nas nie spodziewał się tragicznego, smutnego wymiaru tego spotkania. Długo umawianego. Przekładanego. W lutym odbyła się rozmowa. W Polsce. To ostatni, jak dziś wiemy, wywiad, którego Marek Jackowski udzielił komukolwiek. Grzegorz Kapla jak nikt inny potrafi słuchać. I pisać takie historie. Ten tekst z wielu względów zostanie w nas na długo - Olivier Janiak, redaktor naczelny magazynu Malemen.

To o czym będziemy gadać? – uścisk ręki miał szorstki jak chleb. Chrupnęło.



– Na gadanie o błahych sprawach szkoda czasu, więc może o tym, co ważne?

– A co jest ważne?

– Sens. Pogadajmy o tym, jak znaleźć w życiu sens.

Uśmiechnął się. Siorbnęliśmy kawy i opowiedział mi tę historię z Nowego Jorku: Kora, jak to kobieta, co jakiś czas lubi sobie coś przymierzyć. Więc lądują gdzieś na Dolnym Broadwayu w sklepie z nićmi, aplikacjami i różnymi tkaninami. Sklep wąziutki, długi. Wydawało mu się, że ma ze sto metrów. Kora szuka jakichś aplikacji, żeby je ponaszywać na kostiumy. Marek się nudzi, jak to w sklepie. I nagle pan Hindus, bo wtedy myślał, że to Hindus, taki niziutki, stareńki jak sam świat, wyłania się z tego tunelu.

– A pan by nie przymierzył jakiejś kamizelki? – mówi nagle po polsku. – Mam taka kamizela, bardzo by na pana pasowała.

– No, raczej nie – wykręcił się. – Czekam tylko na Korę.

A jemu się zaświeciły oczy. Pewnie chciał się potargować.

A Jackowski stoi, patrzy na ten sklep, na tę ulicę za drzwiami. Na to, jak światło się załamuje w tkaninach z całego świata. I nagle przychodzi mu do głowy, że napiszę książkę. Ale nie byle jaką. Książkę o tym, co jest najważniejsze w życiu człowieka. I nagle, od razu, ma gotowy plan! Od tej pory wszystkich, których spotka, będzie pytał o to, co jest najważniejsze w życiu. I od razu pyta pana sprzedawcę.

– Jak pan sądzi, co jest najważniejsze w życiu?

A pan sprzedawca, choć patrzył Markowi w oczy, to jednak jakby przestał. Jakby zapatrzył się gdzieś w środek samego siebie. Pomilczał chwilę.

– Tam nie ma już po co wracać – powiada. – Wszyscy umarli.

– Ale dokąd wracać?
– Do Bełżca... – podniósł wzrok. Cały niebieski. – Ale tam już przecież nikogo nie ma.




Skąd się wzięły Włochy? Trochę z tych audycji Kydryńskiego. Szukał słońca. Nie na lato, na zawsze. W życiu mężczyzny przychodzi czas, żeby mieć swoje miejsce. Zaczęli od Toskanii. Okazało się, że całe Włochy są piękne. Mieli wrażenie, że są w samym środku świata.

– Oglądasz Caravaggia, Da Vinci i nagle to czujesz.

Ja z sąsiadami rozmawiam o tym, co pisał Dante Alighieri! To jest ciągle żywe. W Weronie, w czasie pierwszego występu z Osjanem, zaprzyjaźniłem się z Ginevrą Sellego Alighieri. Rozumiesz? Dziewczyna z tej rodziny. We Włoszech historia ciągle trwa. Tu nie pogadasz o aplikacjach na iPhone’a.

Kiedy Ginevra po raz pierwszy przyjechała z wizytą, Sonia podeszła i szepnęła mu na ucho: „Tato, czy ty widzisz, jak ona lśni, to na pewno jest jakaś księżniczka”.

Gdy ogłosili, że w grudniu 2012 roku będzie koniec świata, Sonia postanowiła to sprawdzić. Kilka domów od nich mieszka przecież jeden z najwybitniejszych matematyków świata, pewnie właśnie on jako pierwszy z całego miasteczka dostanie Nobla. Niepozorny pan z brzuszkiem. Siedzi na ganku w otoczeniu dziewcząt. Długie włosy, 50 lat. W ręku szklaneczka limoncello. Jeden z najbardziej genialnych matematyków na naszej planecie.

– Chciałam zapytać, czy będzie koniec świata – powiedziała Sonia.

– Jaki koniec świata? – uśmiechnął się. – Ale jeśli nie będziemy dla siebie dobrzy, zginiemy.



Fragmenty pochodzą z najnowszego numeru magazynu Malemen (7 czerwca), w którym znajdziecie cały artykuł. Więcej na stronach Malemen.pl
Trwa ładowanie komentarzy...