MaleMEN

Ifi Ude: Księżcznika z wieży ciśnień

Malemen Magazine
Zapamiętaj to nazwisko. Zapamiętaj tę twarz. O tej dziewczynie będzie jeszcze głośno! I nie tylko dlatego, że jej piosenek należy słuchać najgłośniej, jak się tylko da. Oprócz nieziemskiego talentu ma jeszcze to coś.

Tekst: Michał Kukawski, Zdjęcia: Kuba Dąbrowski



Nie daj się zwieść. Świeżość, kruchość, delikatność, dziewczęcość, może odrobina naiwności i onieśmielenie. To prawda, ale nie cała prawda o Ifi Ude. Drzemie w niej bowiem nieposkromiona energia, siła, ogromna determinacja, przenikliwość, zuchwałość, odwaga i wielka wiara – taka, która potrafi przenosić góry. Ma też ten pazur, który – jeśli trzeba – zostawi głęboki ślad. Tyle że to taka szrama, z którą później się obnosisz, chodzisz i pokazujesz z dumą. „Panowie, ale łapy przy sobie!”.

To pierwszy po długiej zimie dzień, kiedy w końcu można usiąść na zewnątrz. Nadal chłodno, ale trudno odmówić sobie takiej okazji. Ifi wyjmuje z płóciennej torby wypchanej po brzegi, takiej, jaką raczej zabiera się do sklepu na zakupy, tytoń, bibułki i zaczyna skręcać papierosa. Sprawnie jej to idzie. Chwilę szuka filtra po kieszeniach kurtki. – Nie lubię zwykłych papierosów, nie wiadomo, co tam jest w środku. A tu mogę sobie pomieszać różne smaki. Poza tym papieros ma w sobie coś wulgarnego – wyjmujesz i zapalasz, a tu chodzi o rytuał.

– Jaki to smak? – dym ze skręta przyjemnie pachnie.

– Winogrono, ale to nie jest mój ulubiony tytoń. Mój ulubiony nazywa się Exotic – unosi jedną brew porozumiewawczo i zaczyna się śmiać.

TRICKSTER I IJEOMA

Diana Ifeoma Ude (w skrócie: Ifi Ude) urodziła się 27 lat temu, jesienią, w chrześcijańskim plemieniu Ibo, w południowo-wschodniej Nigerii. Mama jest Polką, tata jest stamtąd (mówi o sobie „tatusz”), rodzice spotkali się na studiach we Wrocławiu. W Nigerii wszyscy śpiewali, cała rodzina. Każdy nucił coś pod nosem – a to gotując, a to sprzątając, a to zajmując się dziećmi. Ijeoma, babcia Ifi ze strony ojca, wykazywała podobno ponadprzeciętne zdolności wokalne.

Zobacz koniecznie: Kobiety Malemena, czyli Koteluk, Szulim, Gorczyca na Malemen.pl

– Ale była żoną chiefa, czyli wodza, i nie miała czasu na takie głupoty – Ifi zaciąga się dymem.

– Pamiętasz tamte piosenki?

– Pamiętam i chcę je nagrać na płycie.

– O czym są?

– Najczęściej o Bogu. Chukwu to jest Bóg. Poza tym o pracy i o inicjacji seksualnej: Marysia idzie przez pole, z krzaków wyskoczył diabeł, czyli chłopak z sąsiedniej wioski, i co to będzie... – Ifi wybucha śmiechem.

– I jak ta historia się kończy? – przysuwam się bliżej, bo hałas z ulicy zagłusza jej cichy i delikatny głos, jakby go oszczędzała, jakby nie chciała go zmarnować na mówienie. Jakby głos służył jej tylko do śpiewania.

– Jak wszystkie inne – mówi jeszcze ciszej.

– Złamanym sercem – zgaduję.



– I wielkim brzuchem – papieros zgasł. Szuka zapalniczki. – O czym się pisze? O życiu. Może złamane serce nie, ale wynik takiego spotkania jest jednak ubogacający, taką przynajmniej trzeba mieć nadzieję.

– No a ten diabeł? Demony to też dobry temat na piosenkę.

– Trickster – o nim się śpiewa. W naszej, europejskiej, kulturze zwykle nazywany błaznem, w tarocie to jest wisielec, widzi świat do góry nogami, przez co jest w stanie zobaczyć rzeczy, których inni nie dostrzegają. Nazywany też szarlatanem, wywrotowcem. Bardzo mnie ta postać intryguje. Pisałam o Tricksterze pracę magisterską na kulturoznawstwie na UW. „V jak vendetta”. Kojarzysz komiks Alana Moora i Davida Lloyda? Kurde, szał. Postać, która działa wbrew ustalonemu porządkowi, prowadzi do zbiorowej przemiany, żeby uwolnić się od jarzma oprawcy, jakim jest system.

– Ale to wyzwolenie poprzez zniszczenie.

– Zniszczenie, które przynosi narodziny. Tak jak z tą dziewczyną, która idzie przez pole – trzeba zabić pewną niewinność i naiwność, żeby powstało coś nowego, nowe życie, które może przyniesie coś jeszcze większego, lepszego – zawiesza głos jakby zawstydzona swoimi słowami. – Takie tam moje rewolucyjne dywagacje – mówi, jakby chciała umniejszyć znaczenie swoich słów. – No dobrze, to opowiedz mi coś o sobie – gasi papierosa i zakłada nogę na nogę.

SPAM I KASZUBSKIE WESELE

„Dobrzy ludzie, pomóżcie Ifi Udzie” – rymują Paprodziad i Bąk z zespołu Łąki Łan w jednym z wielu klipów z serii „Ifi Ude & Friends”, zachęcających do wsparcia finansowego debiutanckiej płyty artystki. Ifi zdecydowała się na crowdfunding, czyli finansowanie społeczne – nagra i wyda płytę niezależnie, bez kontraktu z wytwórnią. Postawiła sobie cel zebrania 25 tysięcy złotych w sześć tygodni – termin mijał 8 kwietnia. Pieniądze można było wpłacać poprzez stronę beesfund.com. Opcje wpłat: od 10 złotych do 10 tysięcy (za 25 złotych dostaje się płytę w wersji MP3, 50 – płytę z autografem i plakat). Trzy dni przed zakończeniem akcji brakowało jej 4 tysięcy, a jeśli w wyznaczonym czasie nie uda się zebrać całej sumy, pieniądze wracają do wpłacających. W mediach społecznościowych zawrzało. Fani pisali: „Ludzie, dajemy, dajemy!”. Akcję wsparli Stanisław Sojka, Tymon Tymański, wspomniany Łąki Łan i afrykańscy muzycy mieszkający w Polsce.

– Ostatni dzień akcji. Jestem na prawdziwym kaszubskim weselu. Siedzimy z ojcem mojego ukochanego, pijemy wino – to już właściwie były poprawiny – bujamy się na krzesłach, ale ja co 2-3 godziny wybiegam cichcem do pokoju sprawdzić, co się dzieje.

W końcu tuż przed północą dzwoni telefon. – Moja przyjaciółka. I krzyczy mi do ucha: „No kochana, udało się!”. Nie mogłam uwierzyć. Poprawiny przeciągnęły się na kolejny dzień.

W ciągu półtora miesiąca 187 osób wpłaciło w sumie 27 145 złotych (145 złotych na głowę).
– Gdyby się nie udało, ja nie dostałabym z tego nic. Dlatego to był taki stres. Codziennie się tym zajmowałam. Wysyłałam e-maile, spamowałam, informowałam, prosiłam, a jednocześnie nie chciałam, by zaczęto myśleć o mnie jak o produkcie na sprzedaż. Chciałam raczej, by ludzie zobaczyli, że jest nowa forma wspierania artystów i warto wziąć w tym udział, warto – chociażby w ten sposób – włączyć się w artystyczny proces twórczy. Jestem szalona! I jestem dumna, że mój projekt się udał, bo mam też poczucie, że udało mi się zjednoczyć Polaków. Ja – ni to czarna, ni to biała, pół Polka, pół Nigeryjka – w jakiś sposób rozbudziłam w nich ciekawość, chęć zrobienia czegoś razem.

– Trzeba sporej determinacji i odwagi, żeby zrobić coś takiego.

– Ja po części jestem skryta, zdystansowana – ale to dlatego, że ja nie lubię się narzucać. A tu nagle jest sytuacja, że chodzę od drzwi do drzwi i zbieram kasę. Musiałam zdecydować: Ifi, albo tego nie robisz, a jak robisz, to na maksa. To był wielki sprawdzian dla mnie. I najpiękniejsza nagroda – ofiarowane mi zaufanie i sympatia. Czas zacząć myśleć o polskiej mentalności inaczej.

Więcej w najnowszym numerze Malemena oraz na oficjalnej stronie magazynu Malemen.pl

Trwa ładowanie komentarzy...